Ajurweda i Panchakarma - moje indyjskie doświadczenie
- Marta Łukasz

- 25 minut temu
- 5 minut(y) czytania
Ajurweda często bywa w Europie sprowadzana do kadzidełek, olejków i egzotycznych masaży. Tymczasem w Indiach jest pełnoprawnym systemem medycyny, praktykowanym od tysięcy lat, osadzonym w codzienności, rytmie dnia i bardzo konkretnych decyzjach dotyczących zdrowia.

Moje grudniowe doświadczenie Panchakarmy w Indiach – w Green House w Varkali – było czymś znacznie więcej niż „wyjazdem prozdrowotnym”. To był proces, który porządkuje nie tylko ciało, ale też sposób myślenia o sobie, o odpowiedzialności za zdrowie i o tym, jak bardzo Zachód odciął nas od naturalnych sygnałów organizmu.
Czym naprawdę jest ajurweda?
Ajurweda nie pyta tylko „co Ci dolega?”, ale przede wszystkim: jak żyjesz i czego Twoje ciało próbuje Cię nauczyć?
Ajurweda to holistyczny system medyczny, który zakłada, że zdrowie nie jest jedynie brakiem choroby, ale stanem dynamicznej równowagi pomiędzy ciałem, umysłem i środowiskiem, w którym funkcjonujemy. Według tej filozofii nie istnieje jeden uniwersalny „przepis na zdrowie”, bo każdy z nas rodzi się z unikalną konstytucją – prakriti – będącą indywidualną kombinacją energii biologicznych (dosz).
To właśnie ta konstytucja wpływa na to, jak trawimy, jak reagujemy na stres, jak śpimy, jakie mamy tempo życia i potrzeby regeneracyjne. Choroba nie pojawia się nagle ani „znikąd”. Jest procesem, który zaczyna się wtedy, gdy przez styl życia, dietę, chroniczny stres, brak snu czy ignorowanie sygnałów ciała stopniowo oddalamy się od swojej naturalnej równowagi.
W ajurwedzie nie leczy się objawu w oderwaniu od całości. Ból głowy, problemy trawienne, napięcie w ciele czy przewlekłe zmęczenie nie są traktowane jako odrębne jednostki, które trzeba szybko „uciszyć”. Zamiast tego zawsze szuka się przyczyny – często bardzo prozaicznej i zaskakująco znajomej: nieregularnych posiłków jedzonych w pośpiechu, przeciążonego układu nerwowego, niedoboru odpoczynku, życia w ciągłym trybie „muszę” i „jeszcze tylko to”.
Ajurweda uczy, że ciało i umysł nieustannie ze sobą rozmawiają. Jeśli nie słuchamy cichych sygnałów – zmęczenia, rozdrażnienia, spadku energii – organizm zaczyna mówić coraz głośniej. I właśnie wtedy pojawiają się objawy, które zachodnia medycyna często traktuje jako problem sam w sobie, a ajurweda widzi jako zaproszenie do zmiany.
Panchakarma – oczyszczanie, które nie jest detoksem
Panchakarma bywa nazywana ajurwedyjskim detoksem, ale to duże uproszczenie. To intensywny, głęboki proces terapeutyczny, który ma na celu:
usunięcie nagromadzonych toksyn (ama)
odciążenie układu nerwowego
przywrócenie prawidłowej pracy układu trawiennego
odbudowę energii życiowej
Proces ten zawsze jest indywidualnie dobrany — nie istnieje jedna Panchakarma dla wszystkich. W Varkali szczegółowa konsultacja i badanie z lekarzem ajurwedyjskim odbywają się pierwszego dnia terapii i to one wyznaczają kierunek całego procesu: rodzaj zabiegów, dietę oraz rytm dnia.

W kolejnych dniach lekarz jest stale obecny na miejscu i pozostaje w kontakcie z pacjentami — można zgłaszać mu samopoczucie, reakcje ciała czy wątpliwości, a zalecenia są na bieżąco dostosowywane w razie potrzeby. Nie jest to jednak codzienne formalne badanie, lecz ciągły, uważny proces obserwacji i dialogu.
Jak wygląda codzienność podczas Panchakarmy?
Dni mają spokojną, niemal medytacyjną strukturę. Zabiegi olejowe, parówki ziołowe, specjalistyczne terapie oczyszczające, prosta dieta, cisza, brak bodźców zewnętrznych. Brzmi jak luksus, ale w praktyce bywa konfrontujące.

Proces Panchakarmy składa się z trzech etapów i zawsze jest rozłożony w czasie. Nie jest to szybki detoks ani „reset w weekend”, ale stopniowe przygotowanie ciała, oczyszczenie i regeneracja.
I etap
Przygotowanie (ok. 7–10 dni)
Pierwsza faza to łagodne wprowadzanie organizmu w proces oczyszczania. Każdego dnia przyjmowane są leki ajurwedyjskie przed i po posiłkach, obowiązuje prosta dieta ajurwedyjska oraz codzienne masaże całego ciała. Ich celem jest stopniowe rozpuszczanie toksyn i kierowanie ich do przewodu pokarmowego, tak aby organizm był gotowy na właściwy etap oczyszczania.
II etap
Dzień oczyszczania (1 dzień)
To najbardziej intensywny moment całego procesu. Rano, na czczo, wypija się niewielką ilość oleju ziołowego, a następnie – do około godziny 16:00 – bardzo dużą ilość ciepłej wody, przynoszonej w termosach przez pracowników ośrodka. W tym czasie dochodzi do oczyszczenia jelit. Około godziny 13:00 spożywa się prosty kleik z limonką i solą, taki sam posiłek jest również na kolację.Tego dnia mogą pojawić się ból głowy, senność, osłabienie – dlatego większość czasu spędza się w pokoju, odpoczywając. I tak, po wypiciu takiej ilości ciepłej wody… przez kilka kolejnych dni nie ma się na nią absolutnie żadnej ochoty 😉
Najczęściej jest to dzień oczyszczania jelit, ale w zależności od stanu organizmu i zaawansowania dolegliwości, w ajurwedzie stosuje się także inne metody: wymioty terapeutyczne, lewatywy ziołowe, płukanie nosa czy – w niektórych ośrodkach – upuszczanie krwi (tej metody w Varkali nie praktykowano).
III etap
Regeneracja (ok. 7–10 dni)

Po oczyszczeniu organizm przechodzi w fazę odbudowy. Kontynuowane są leki ajurwedyjskie, dieta oraz masaże, ale ich celem jest już wzmocnienie, odżywienie tkanek i przywracanie równowagi. Samopoczucie w tej fazie jest zazwyczaj dobre (poza wspomnianym dniem oczyszczania), choć wiele zależy od tego, w jakim stanie rozpoczynamy Panchakarmę i jaki tryb życia prowadzimy na co dzień.
Optymalny czas trwania Panchakarmy to około 3 tygodnie, przy czym 2 tygodnie to absolutne minimum, by proces miał sens i był bezpieczny.
Jak wyglądał nasz dzień podczas Panchakarmy:
6:00–8:30 – zajęcia jogi
8:30–9:30 – śniadanie
9:30–13:30 – czas wolny (spacery plażą, pobyt nad oceanem, odpoczynek w hamaku)
14:00–15:00 – obiad
15:00–16:00 – czas wolny, przygotowanie do zabiegów
16:00–17:30 – masaże
17:30–18:30 – odpoczynek po masażu, kąpiel
18:30–19:30 – kolacja
19:30–22:00 – spokojny czas wolny
Ten rytm dnia – powtarzalny, prosty, bez pośpiechu – sam w sobie był częścią procesu leczenia.
Dlaczego to doświadczenie jest tak transformujące?

Największą zmianą nie jest lżejsze ciało czy lepsze trawienie (choć to się dzieje). Największą zmianą jest przestawienie perspektywy:
że zdrowie to proces, a nie szybka interwencja
że ciało nie potrzebuje ciągłego „naprawiania”, tylko słuchania
że regeneracja to nie strata czasu, ale warunek funkcjonowania
Po kilku tygodniach w takim rytmie zaczyna się rozumieć, jak bardzo zachodni styl życia normalizuje permanentne przeciążenie.
Ajurweda po powrocie do domu
Prawdziwy test zaczyna się po powrocie. Panchakarma nie ma sensu, jeśli traktujemy ją jak jednorazowe wydarzenie. Ajurweda działa wtedy, gdy:
wprowadzamy regularność dnia
upraszczamy dietę
dbamy o sen i układ nerwowy
uczymy się zatrzymywać, zanim ciało zrobi to za nas
To nie jest system „wszystko albo nic”. To raczej ciągłe sprawdzanie: czy to, co robię, mnie wspiera, czy tylko pozwala przetrwać kolejny tydzień?
Wnioski?
Spędzając dwa tygodnie w Indiach, zanurzona w ajurwedzie i panchakarmie, zrozumiałam coś bardzo prostego, a jednocześnie niewygodnego: jak bardzo na co dzień ignorujemy sygnały, które ciało wysyła nam non stop. Zmęczenie, napięcie, chaos w głowie, problemy trawienne – traktujemy je jak normę, koszt funkcjonowania, „taki etap”. Tam nikt nie pytał, co boli. Pytano: jak żyjesz, jak śpisz, jak jesz, jak reagujesz na stres.
Wyjechałam do Indii z ciekawością, a wróciłam z dużo większą uważnością. I z przekonaniem, że ajurweda nie polega na egzotycznych rytuałach, tylko na przypomnieniu rzeczy, które gdzieś po drodze zgubiliśmy: że ciało nie działa wbrew nam, że regeneracja nie jest luksusem, a zdrowie zaczyna się dużo wcześniej niż w gabinecie lekarskim.

Na koniec nie sposób nie podziękować osobom, które przez te dwa tygodnie tworzyły przestrzeń pełną uważności, spokoju i realnej opieki:
Arun – lekarz ajurwedy
Rajeev – założyciel ośrodka
Basia – managerka i partnerka biznesowa Rajeeva
Hari – kucharz i terapeuta w jednym
Munna i Deepak – zawsze obecni, pomocni, z uśmiechem i spokojem
Akshay – terapeuta i masażysta
Shalini, Anjali, Anisha – terapeutki i masażystki
Aswathy – na praktykach, w drodze do samodzielności, a już bardzo uważna i zaangażowana
To dzięki nim Panchakarma w Green House w Varkali była nie tylko procesem terapeutycznym, ale też doświadczeniem, które zostaje w ciele i w głowie na długo.



